Święty Eugeniusz de Mazenod (1782-1861)

Lata pobytu we Włoszech

Port w Marsyli Rodzina politycznych ucho- dźców, jaką byli de Maze- nodowie, wędrowała z jednego miasta Włoch do drugiego. Dla utrzymania rodziny ojciec, który był ongiś prezesem Izby Skarbowej w Aix, próbował stać się drobnym przedsiębiorcą. Jednak z upływem lat coraz wyraźniej groziło mu widmo bankructwa. Eugeniusz uczył się krótko w Kolegium Szlacheckim w Turynie, lecz szybka przeprowadzka do Wenecji oznaczała formalny kres jego szkolnej kariery. Mieszkający opodal sympatyczny kapłan, don Bartolo Zinelli, zajął się wychowaniem młodego francuskiego emigranta. Zaszczepił on dorastającemu Eugeniuszowi podstawowe wartości, nade wszystko zaś żywy zmysł Boga oraz ducha zdrowej pobożności, jakie miały mu towarzyszyć, mimo wzlotów i upadków, na całej drodze jego życia. Podjęta następnie z przyczyn finansowych wędrówka do Neapolu, doprowadziła go do stanu ociężałości i znużenia. Potem przyszła kolej na Palermo, gdzie dzięki życzliwości Książąt Canizzaro, Eugeniusz po raz pierwszy zasmakował szlacheckiego stylu życia, znajdując w nim osobliwe upodobanie. Przypisał sobie tytuł „księcia” de Mazenod, przyswoił sobie wszystkie dworskie maniery i marzyła mu się świetlana przyszłość.

Powrót do Francji – Kapłaństwo

W 1802 roku, jako 20 – letni młodzieniec, Eugeniusz wraca do ojczyzny i szybko rozwiewają się wszystkie jego marzenia i iluzje. Był po prostu zwykłym „Obywatelem” de Mazenod. Francja stała się innym światem. Rodzice żyli w separacji, podczas gdy matka namiętnie zabiegała o odzyskanie rodzinnego mienia. Zamierzała również ożenić Eugeniusza z najbogatszą z możliwych dam. Eugeniusz zapadł w depresję, nie widząc dla siebie przyszłości. Jednak naturalna cecha troski o drugich, jak również, zaszczepiona mu w Wenecji wiara, zaczęły go podnosić na duchu. Był dogłębnie ujęty katastrofalną sytuacją Kościoła we Francji; Kościoła wyśmianego, atakowanego i spustoszonego przez Rewolucję. Zaczęło dawać o sobie znać powołanie do kapłaństwa, a Eugeniusz wielkodusznie podjął to wezwanie. Pomimo sprzeciwu swej matki, wstąpił do seminarium św. Sulpicjusza w Paryżu, a 21 grudnia 1811 w Amiens przyjął święcenia kapłańskie.

Przedsięwzięcia apostolskie – Oblaci Maryi Niepokalanej

Krzyż i reguły św. Eugeniusza Po powrocie do Aix-en-Provence nie podjął zwycza- jnej posługi duszpasterskiej w parafii, lecz swą kapłańską troską otoczył przede wszystkim najbardziej duchowo potrzebujących – więźniów, młodzież, służące, a także mieszkańców wsi. Mimo nieustannej opozycji ze strony miejscowego kleru, Eugeniusz nie ustawał w drodze. Bardzo szybko znalazł równie jak on gorliwych kapłanów, gotowych porzucić przestarzałe już struktury. Eugeniusz oraz jego współbracia głosili ewangelię po prowansalsku, a więc w języku prostego ludu, a nie w uczonej francuszczyźnie. Wędrowali z wioski do wioski, nauczając prosty lud i długie godziny spędzając w konfesjonale. W okresach wolnych od posługi misjonarze prowadzili we wspólnocie intensywne życie modlitwy i braterstwa oddając się także dalszej nauce. Sami nazwali się „Misjonarzami Prowansji”. Dla zapewnienia ciągłości posługi, Eugeniusz postanowił zwrócić się bezpośrednio do Papieża w celu uzyskania dla swojej wspólnoty oficjalnej aprobaty jako Zgromadzenia zakonnego na prawie papieskim. Jego cierpliwa i nieustraszona wiara sprawiły, iż 17 lutego 1826 roku Papież Leon XII zatwierdził nowe Zgromadzenie pod nazwą „Oblatów Maryi Niepokalanej”. Eugeniusz został wybrany Przełożonym Generalnym i aż do śmierci, to znaczy jeszcze przez 35 lat, pełnił rolę ojca i przewodnika wspólnoty. Wobec powiększającego się zakresu zadań apostolskich – przepowiadanie, praca z młodzieżą, prowadzenie sanktuariów, kapelanie więzienne, posługa spowiedzi, prowadzenie seminariów i parafii – Eugeniusz z naciskiem podkreślał potrzebę głębokiej formacji duchowej oraz życia braterskiego we wspólnocie. Był człowiekiem, który pasjonująco ukochał Chrystusa i w odpowiedzi na potrzeby Kościoła, był gotów się ważyć na każdą formę apostolstwa. Naczelną pobudką jego działania była „chwała Boża, dobro Kościoła oraz uświęcenie dusz”.

Biskup Marsylii

Mitra i pastorał św. Eugeniusza Diecezja marsylijska została zniesiona na mocy Konkordatu z 1802 roku. Po jej przywróceniu, biskupem w Marsylii został mianowany wuj Eugeniusza, prałat Fortunat de Mazenod. Natychmiast też wyznaczył on Eugeniusza na Wikariusza generalnego i złożył na jego barki najtrudniejsze prace nad odbudową diecezji. W 1832 roku, po upływie zaledwie kilku lat, sam Eugeniusz został mianowany biskupem pomo- cniczym. Jego święcenia biskupie miały miejsce w Rzymie, a to z tej racji, że rząd francuski uzurpował sobie prawo do sankcjonowania wszelkich tego rodzaju nominacji. Wznieciło to dyplomatyczną burzę, a Eugeniusz znalazł się w tyglu oskarżeń, niezrozumienia i innych form sprzeciwu. Był to dla niego szczególnie dotkliwy czas, tym bardziej, że na złożoność sytuacji miały także swój wpływ pogłębiające się cierpienia jego rodziny zakonnej. Jednak dzięki niewzruszoności i determinacji Eugeniusza impas został ostatecznie przezwyciężony. Pięć lat później, po odejściu na emeryturę jego wuja Fortunata, on sam został powołany na stolicę biskupią w Marsylii.

Serce wielkie jak świat

Chociaż Eugeniusz powołał do życia Zgromadzenie Oblatów Maryi Niepokalanej przede wszystkim w celu niesienia duchowej pomocy opuszczonej ludności wiejskiej, to jednak jego gorliwość o Królestwo Boże i umiłowanie Kościoła kazały pójść Oblatom aż po najdalsze krańce ziemi. Tak misjonarze dotarli najpierw do Szwajcarii” Anglii i Irlandii. Przez swoją gorliwość Eugeniusz został nazwany „drugim Pawłem” a jeden z biskupów misyjnych osobiście przybył do Marsylii, aby prosić o misjonarzy na bezkresne połacie swojej diecezji. Pomimo początkowo szczupłej liczby członków Eugeniusz wielkodusznie i bezzwłocznie odpowiadał na tego rodzaju prośby. Niebawem Oblaci znaleźli się w Kanadzie, w Stanach Zjednoczonych, na Cejlonie (Sri Lance), w Południowej Afryce i w Lesoto. Jako misjonarze gorliwie głosili Słowo Boże, udzielali chrztu świętego i pochylali się nad chorymi. Często docierali do wcześniej niedostępnych zakątków, zakładali nowe diecezje i na różne sposoby „ważyli się na wszystko, kiedy tylko chodziło o szerzenie Królestwa Bożego”. W nadchodzących latach trwała oblacka ekspansja misyjna, a misjonarski zapał Eugeniusza de Mazenoda jest dzisiaj widoczny, poprzez jego synów w ponad 70 różnych krajach świata.

Pasterz swojej diecezji

Pośród tej misyjnej aktywności Eugeniusz był równocześnie wyróżniającym się pasterzem Kościoła marsylijskiego. Starał się zapewnić właściwe przygotowanie swoim kapłanom, erygował parafie, wybudował katedrę i wzniósł wspaniałe, górujące nad miastem sanktuarium Notre-Dame de la Garde. Pobudzał kapłanów do świętości życia, sprowadził na teren diecezji szereg Zgromadzeń zakonnych, a braciom w biskupstwie przewodził w popieraniu słusznych praw Biskupa Rzymu. Urósł w ten sposób do rangi znaczącej postaci w Kościele francuskim. W 1856 roku Napoleon III mianował go senatorem, a w chwili śmierci był on najstarszym biskupem Francji.

Posłannictwo Świętego

21 maja 1861 roku w wieku 79 lat, Eugeniusz odszedł do Domu Ojca, po życiu pełnym apostolskich dokonań, często za cenę cierpienia. Zarówno dla swojej rodziny zakonnej, jak i dla diecezji stanowił on prawdziwie życiodajne źródło. Był wiernym i wspaniałomyślnym dzieckiem Boga i synem Kościoła. Na łożu śmierci pozostawił Oblatom swój testament: „Między wami miłość, miłość, miłość,
a na zewnątrz gorliwość o zbawienie dusz”.

Święty, którego należy naśladować

Ogłaszając go 3 grudnia 1995 roku świętym, Kościół wieńczy dwa istotne rysy jego osobowości – miłość i gorliwość. Nie został on kanonizowany, dlatego że był założycielem czy biskupem, albo, że dokonał wielkich rzeczy, ale dlatego, że był świętym. To znaczy, ze przeżył swoje życie w sposób przykładny jako uczeń Chrystusa, chrześcijanin, kapłan, zakonnik, założyciel, superior generalny i biskup. Właśnie dlatego, że w stopniu heroicznym urzeczywistnił cnoty chrześcijańskie, staje wobec Kościoła jako wzór do naśladowania. Nie uradził się świętym, lecz stawał się nim stopniowo, pobudzany przez łaskę, z którą wspaniałomyślnie współdziałał. Stał się nim wraz ze swym znamiennym ludzkim charakterem, który przyciągał jednych a odpychał drugich. Sekret jego świętości tkwi w odniesieniu do Chrystusa, do którego coraz bardziej się upodabniał, w autentycznej miłości do Boga i bliźniego, bliźniego praktykowaniu cnót chrześcijańskich oraz w gorliwości apostolskiej. Pobudzony przez Ducha, upodobnił się do Chrystusa Zbawiciela i głosiciela Ewangelii, oddając się bezwarunkowo na służbę Kościołowi. W ten sposób, dzięki osobistemu zaangażowaniu stawał się stopniowo arcydziełem działania Bożego i wspaniałym wykwitem człowieczeństwa.

Błogosławiony Józef Cebula OMI (1902-1941)

O. Józef Cebula urodził się 23 marca 1902 roku w Malni na Opolszczyźnie. Ojciec był żeglarzem na Odrze i uprawiał ziemię, a matka była prostą i pobożną kobietą. Po ukończeniu szkoły powszechnej, uczył się w Seminarium Nauczy- cielskim w Opolu.
W 1918 roku ciężko zachorował. Po odbytej rok później operacji uznany został za nieuleczalnie chorego i przewieziono go do domu. W kwietniu 1920 roku rozpoczął naukę w polskim gimnazjum ks. Rozwadowskiego w Lublińcu. We wrześniu 1920 roku wstąpił do Niższego Seminarium Duchownego Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej w Krotoszynie.

 

Droga życia zakonnego (1921-1931)

Po ukończeniu Niższego Seminarium Duchownego w Krotoszynie, o. Józef Cebula wstąpił do nowicjatu w Markowicach koło Inowrocławia, a w 1922 roku złożył swoje pierwsze śluby zakonne. Następnie został wysłany na studia do Liege w Belgii. Po pierwszym roku studiów filozoficznych został odwołany do Polski, do Lublińca, gdzie samodzielnie kontynuował studia i udzielał lekcji w Niższym Seminarium Duchownym. W 1925 roku złożył w Krobi swoje śluby wieczyste. Przeszedł wszystkie stopnie na drodze do kapłaństwa: tonsura i święcenia niższe (1925 r.); subdiakonat (1926 r.). Święceń diakonatu udzielił mu o. bp Guyonard z Cejlonu (dziś Sri Lanka) w styczniu 1927 roku, a w czerwcu tegoż roku został wyświęcony na kapłana przez bpa Lisieckiego w Katowicach. W 1928 roku otrzymał pierwszą obediencję i przydzielony został do Polskiej Prowincji.

Przełożony w Lublińcu (1931-1937)

O. T. Nandzik przygotowywał o. Józefa Cebulę na swego następcę w Niższym Seminarium Duchownym w Lublińcu. Takie rozwiązanie poparł też ówczesny prowincjał o. Kowalski.

Mistrz nowicjuszy w Markowicach (1937-1940)

Klasztor w Markowicach W 1937 roku, po zakończeniu kadencji przełożonego w Lublińcu, został miano- wany przełożonym domu w Markowicach i mistrzem nowicjuszy. Po wybuchu II wojny światowej część zakonników w Markowicach została skierowana we wrześniu do pracy przymusowej na miejscowym folwarku, a w paździe- rniku został na wszystkich nałożony areszt domowy. W 1940 roku aresztowano 16 zakonników markowickiego klasztoru i wywieziono ich do obozów koncentracyjnych w Dachau i Gusen. Zginęło 4 z nich. Na pozostałych w Markowicach zakonników wywierano presje, aby się zrzekli wykonywania czynności kapłańskich. W sierpniu wywieziono z klasztoru wszystkich ojców z wyjątkiem oo. Cebuli i Nawrata.

Kapłan mimo zakazu (1940-1941)

O. Cebula uzyskał pozwolenie na odprawianie jednej Mszy św. w parafiach w Ludzisku i Rzadkwinie. Nie wolno mu było jednak udzielać sakramentów i wykonywać innych posług kapłańskich. Nie wypełnił jednak tego rozkazu. Na skutek doniesienia został aresztowany 2 kwietnia 1941 roku.

W Mauthausen (18 kwietnia – 9 maja 1941)

Najpierw o. Cebula został przewieziony do obozu przejściowego w Inowrocławiu, później został przewieziony do jednego z najcięższych obozów koncentracyjnych w Mauthausen koło Linzu w Austrii. Dotarł tam 18 kwietnia i przebywał około 3 tygodni. Nim trafił na blok, jak zeznają świadkowie, był strasznie torturowany, a następnie kilkakrotnie maltretowany tylko z tego powodu, że był kapłanem: kazano mu przy tym śpiewać pieśni, odprawiać Mszę św. i wyśmiewano się z jego wiary. Wreszcie skierowano go do ciężkiej kompanii.

Śmierć

Został zabity 9 maja 1941 roku po trzech tygodniach przebywania w obozie. Pędzony na druty otaczające obóz, zginął od kul karabinu maszynowego zastrzelony przez jednego z wartowników. Był śmiertelnie ranny, ale żył jeszcze… Zmarł w wyniku odniesionych ran. Jego ciało zostało spalone w krematorium.

Uroczystość beatyfikacyjna obyła się w Warszawie 13 czerwca 1999 roku.

Błogosławiony Józef Gerard OMI (1831-1914)

^2F0043DCEDF367C20E0A75252238EC4478DF281CB21E143CDD^pimgpsh_fullsize_distr

Błogosławiony Józef Gerard OMI Przyszedł na świat 12 marca 1831 r. w małej lotaryńskiej wiosce> Bouxieres – aux – Chenes. Jak wszyscy młodzi chłopcy w Lotaryngii został pasterzem i tak całe dnie spędzał samotnie przy stadzie. Monotonia tego pasterskiego życia bywała przerywana, kiedy z rodziną udawał się w pielgrzymce do Matki Bożej Dobrej Rady w Nancy albo do Jej stóp w Sion.

 

 

Droga życia zakonnego

Jego misjonarskie powołanie zaczęło się właściwie kształtować wówczas, gdy proboszcz – ks. Cayens – opowiadał mu o smutnym
losie afrykańskich plemion. Również dwaj inni misjonarze – obaj Oblaci Maryi Niepokalanej – wywarli na niego jeszcze większy wpływ. Mając 20 lat, wstąpił do oblackiego nowicjatu w Notre Dame de l`Osier. Józef Gerard głęboko zżył się ze Zgromadzeniem, które odtąd stało się jego Rodziną. Będąc jeszcze w nowicjacie, 7 marca 1852 r. otrzymał obediencję do Natalu w Afryce Południowej, a w maju 1853 r. ostatecznie opuścił Francję.

Kapłaństwo

Po ośmiu miesiącach od opuszczenia Francji, 21 stycznia 1854 r. dociera wraz z dwoma oblatami: o. Barret OMI i br. Bernard OMI do Natalu. Była to w jego życiu ostatnia podróż. Trzy tygodnie później został wyświęcony na kapłana w Pietermaritzburgu przez biskupa Allarda. Zaczęła się więc misja, której początek nie był łatwy. Po kolejno poniesionych trzech porażkach, dla o. Józefa zaczął się drugi etap misjonarskiego życia – ewange- lizacja Basutosów.

Misjonarz Natalu

Dzień 1 listopada 1863 r. można przyjąć jako prawdziwy start apostolskiej działalności. Wędrownemu misjo- narzowi przypadło nawracać szczepowych kacyków, pomagać ubogim, starym i chorym, uczyć prawd wiary pasterzy, demaskować czarowników i czarownice. Całe jego posługiwanie zaczyna się odtąd odbywać konno, aby umożliwić niekończące się objazdy po górach. O. Gerard nie znał się na sztuce, ale za to wykazywał talent duchowego architekta, rzeźbiarza ludzkich dusz, umiejąc pomagać w budowaniu żywego i kwitnącego Kościoła. U podstaw tej duchowej budowli postawił katechizację. „Panie – często modlił się – daj mi łaskę, bym do szaleństwa kochał moje zadanie katechety… bym uczynił mocnymi tych chrześcijan, którzy by dobrze poznali świętą religię i dlatego Ciebie kochali”. Jego apostolska miłość powoli zwyciężała Basutosów, którzy początkowo nie dowierzali kapłanom katolickim; przez tę miłość stał się też wielkim przyjacielem młodzieży.

Misja św. Moniki

W 1876 r. biskup Jolivet wybrał o. Gerard na założyciela misji w pogańskiej okolicy, znanej z rozwiązłych obyczajów, którą nazwano misją św. Moniki. Podczas długiego, 20 letniego pobytu na misji św. Moniki ogarnęło go „szaleństwo dusz”. Całe dnie jeździł na swoim koniu Artabanie w poszukiwaniu Basutosów, a kiedy nastawała noc, wracał wyczerpany, przy blasku świecy odmawiał brewiarz i aby nie zasnąć przy nim, akompaniował sobie na starym harmonium. O. Józef wrócił na misję Roma w 1897 r. Pomimo wyczerpania, wciąż narażał się na wszelkie możliwe niebezpieczeństwa, z których zawsze szczęśliwie wychodził. Dlatego też nadano mu przydomek „Ramehlolo” – ojciec cudów. Do ostatnich chwil swego życia czuł ogromną potrzebę głoszenia Chrystusa. Przykuty do łóżka w czasie choroby, wołał do siostry i pytał „Gdzie jest mój Artaban? Chcę pojechać, aby odwiedzić chorych.

Śmierć

29 maja 1914 r. oddał swoją duszę Bogu, wezwany przez Niego do Nieba. Jego pogrzeb stał się prawdziwym triumfem. Na cmentarzu szef Maama żegnał umiłowanego kapłana, kończąc słowami: „muszę przyznać, że o. Gerard był takim człowiekiem, któryby tak powiedzieć nie brał do ust pożywienia, bo on karmił się modlitwą. Gdyby modlitwą można było nakarmić ludzi, dawno by on dał ją nam, Basutom, do jedzenia”.

Sługa Boży br. Antoni Kowalczyk OMI (1866-1947)

Sługa Boży Antoni Kowalczyk OMI Urodził się w licznej rodzinie w Wielkopolsce w 1866 r. Jako młody emigrant zarobkowy w Niemczech poznał Zgroma- dzenie zakonne Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej. Został bratem zakonnym. Pracował najpierw na misjach wśród Indian w Kanadzie, potem w kolegium misyjnym, które kształciło misjonarzy. W pracy stracił rękę, mimo to pozostał wzorem pracowitości i uczynności. Nazywano go: „dobry brat – Polak” lub też „brat Ave Maria”. Odszedł do Pana 10 lipca 1947r.

 

Modlitwa:

Bądź uwielbiony, Panie i Ojcze, że tak przedziwnie prowadziłeś brata Antoniego drogą Twojej woli, a obarczając krzyżem cierpienia i obowiązków, dodawałeś mu siły, aby go niósł wiernie na wzór Chrystusa. Uwielbiam Cię za jego heroiczną wiarę i ufność, którą otwierał skarby Twojej dobroci. Udziel mi, o Panie, łaski (…), o którą Cię proszę przez wzgląd na Twego sługę. Niech dzięki temu okaże się jego świętość, świętość moje serce utwierdzi w wypełnianiu Twojej woli. Amen.